piątek, 14 sierpnia 2015
INFORMACJA
Przepraszam, że nie ma rozdziałów, ale jest tak gorąco, iż nie mogę myśleć. Gdy zrobi się chłodniej od razu zaczynam pisać dalej. :D Spokojnie. c: Nie skończę z pisaniem. ^^
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Czarny kostium (rozdział 16)
Spojrzał na mnie martwym
wzrokiem. Nie ruszał się. Tylko patrzył. Siedziałam przerażona
na kolanach Springtrapa. Mężczyzna się nie ruszał. Spoglądał w
ścianę. Jego oczy były czarne. Pozbawione życia. Tak samo jak
oczy niedźwiedzia. Nagle czarny kostium rzucił się na mnie. Rzucił
moim ciałem o ścianę. Właśnie tą, w którą wpatrywał
się Springtrap. Zaczął się do mnie zbliżać. Wpierw oderwał mi
nogi. Nic nie czułam. Byłam jednak tak przerażona, iż nie mogłam
myśleć trzeźwo. Doczołgałam się do drzwi. Poczułam silne
uderzenie w plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam jak „śmierć”
trzyma mój kręgosłup w łapie. Nie mogłam się ruszać.
Dalej żadnego bólu. Nic. To sprawiało, że bałam się
jeszcze bardziej. Chciałam złapać za klamkę...
Ciemność.
Czy tylko to mi pozostało?
Strach.
Nagle obudziłam na
kolanach Springtrapa. Wszyscy tu byli. Vincent, Freddy, Chica,
Bonnie, Foxy. Normalni.
sobota, 1 sierpnia 2015
Śmierć (rozdział 15)
Zamarłam. Ich spojrzenia.
Martwe. Ich uśmiechy. Psychopatyczne. Ich oddech. Nieludzki.
Momentalnie pobiegłam do kuchni. Musiał być tam Springtrap.
Słyszałam kroki podążające za mną. Krople potu zmieszane z
łzami spływały po policzkach. Serce chciało uciec z piersi.
Wreszcie dotarłam do celu. Błyskawicznie zamknęłam drzwi
pomieszczenia. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie siedział złoty
królik. Spojrzał na mnie. Był normalny. Prawdziwy.
Przyjazny.
-Eli, co się stało?-
spytał zaniepokojony.
Wstał i podbiegł do
mnie.
-Są inni -szepnęłam
zdyszana.
-Opowiedz o wszystkim-
wskazał na podłogę.
-Usiądźmy- dodał.
Poszliśmy w kąt, w
którym siedział Springtrap. Usiedliśmy.
-Podłoga jest bardzo
zimna. Usiądź mi na kolanach- uśmiechnął się.
Delikatnie usiadłam na
kolanach mężczyzny. W ostatnim momencie przyciągnął mnie do
siebie i usiadłam w miejscu jego krocza.
-Zmienili się. Są
martwi. Nieludzcy. Okropni. Ich spojrzenie spogląda w duszę-
mówiłam roztrzęsiona.
Springtrap objął mnie
ramieniem.
-Są koszmarem-
przytuliłam się do niego.
Siedzieliśmy wtuleniu w
siebie. W ciszy.
-Był tam inny kostium
niedźwiedzia?- otarł moje łzy.
Delikatnie skinęłam
twierdząco głową.
-To jest Fredbear.
Oryginalny niedźwiedź z Freazbear Family Dinner- wytłumaczył.
-Czego on chce?-spytałam
roztrzęsionym głosem.
-Nie wiem. Eli, nie wiem-
przytulił się do mnie.
Znowu zapadła cisza. Miła
cisza. Taka relaksująca. Jednak tą chwilę zagłuszyło walenie do
drzwi. Nagle ogromne pazury przebiły się do pokoju. Po chwili do
pomieszczenia wtargnął inny niedźwiedź. Cały czarny. Miał żółtą
muszkę i kapelusz. Jego budowa przypominała Fredbear'a. Wyglądał
najstraszniej. Najokropniej. Wyglądał jak śmierć.
Powracam z martwych. xD Kontynuuję to opowiadanie YEY ^^ Cieszy się ktoś, że wróciłam? :3
środa, 29 lipca 2015
Inni (rozdział 14)
-Głupie pytanie.
Oczywiście, że tak- uśmiechnął się.
Zrobiło mi się głupio.
Tyle razy mówił mi, że jesteśmy rodzeństwem. Muszę mu
wierzyć.
-Vincent, ja idę spać.
Dobranoc- położyłam się na łóżku.
Po chwili obok mnie
położył się mężczyzna.
-Dobranoc- szepnął
zmysłowo Vincent.
Przytulił mnie. Czułam
jego ciało. Słyszałam jego oddech. Jego bicie serca. W jego
ramionach poczułam się bezpiecznie. Usnęłam. Gdy mój
organizm obudził się, usłyszałam głos brata.
-Ona jest tak piękna. Nie
mogę żyć bez niej. Kocham ją. Nie jestem jej bratem, lecz ją
kocham. Będziemy razem- mówił.
Ale czy mówił to
do siebie? Nie wiem. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi.
Zrozumiałam, iż Vincent wyszedł. Błyskawicznie otworzyłam oczy.
Usiadłam. Musiałam to przemyśleć. Te słowa wypowiadał z taką
namiętnością. Szczerością. Vincent przez dłuższy czas nie
wracał, więc poszłam go poszukać. Od razu skierowałam się w
stronę Głównej Sali. Stanęłam przez wejściem. Było
jasno. Tak jasno, że nic nie widziałam. Po chwili było już
normalnie. Nie do końca. Na środku stały animatrony i Vincent.
Nagle odwrócili się w moją stronę. Freddy miał wielkie
szpony, a na tułowiu trzy małe głowy niedźwiedzi. Bonnie również
miał szpony i ogromne kły. Chica miała trzy rzędy ostrych kłów,
a na ramieniu przerażającą babeczkę. Foxy miał długi język i o
wiele większy hak. Vincent też miał kły, które odsłaniały
puste miejsca bez policzków. Wszyscy byli zniszczeni i
zakrwawieni. Ten widok był okropny. W cieniu, na krześle, siedział
pluszowy Springtrap. Nagle przede mną pokazał się animatron
podobny do Freddy'iego. Dolną szczękę miał większą niż głowę.
Jego kły były najdłuższe. Miał je też w brzuchu. Był
najstraszniejszy. Najbardziej zniszczony.
sobota, 20 czerwca 2015
OGŁOSZENIE SUPER WAŻNE !!!
Wiem, że nie było rozdziałów, ale mam niespodziankę! Zaczęłam nowe opowiadania! :D Tym razem o Mortal Kombat :3 Zapraszam wszystkich i bardzo dziękuję za przeczytanie i zostawianie tam komentarza :> Na jutro będzie rozdział bo pisałam na tamtego bloga i bardzo proszę, żebyście powiedzieli swoim znajomym, którzy się może tym interesują, albo chcą poczytać coś NUDNEGO (:c) :]
~~~~~~ LINK http://mortalopo.blogspot.com/
~~~~~~ LINK http://mortalopo.blogspot.com/
wtorek, 16 czerwca 2015
Powrócił... (rozdział 13)
-Muszę zobaczyć czemu nie wraca... może coś mu się stało...-pomyślałam i wyszłam z biura.
Skierowałam się w stronę zaplecza. Szłam, szłam, ale to co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Vincent był przyparty do ściany przez Foxy'iego.
-Zostaw go!- krzyknęłam.
-Bo co?-spytał mnie lis.
-Bo to jest mój brat-powiedziałam.
-Kolejną nabierasz na te same sztuczki?!-krzyknął i uderzył mężczyznę w twarz.
-Słucham...-szepnęłam.
-Poprzednią też tak nabierał-powiedział lis.
-Nie wierzę ci!-krzyknęłam i uderzyłam Foxy'iego w twarz z całej siły.
Lis upadł na ziemie, a ja z Vincentem uciekliśmy. Pobiegliśmy do biura, ale tam czekał na nas Springtrap.
-Witam-przywitał się.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Przyszedłem cię ostrzec przed...-nie skończył, bo upadł na podłogę i zniknął.
Biegł Vincent.
-Czy jesteś moim bratem?- spytałam...
Ha! Napisałam! Postaram się dokończyć następny rozdział i wrzucić jeszcze dziś :D
Skierowałam się w stronę zaplecza. Szłam, szłam, ale to co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Vincent był przyparty do ściany przez Foxy'iego.
-Zostaw go!- krzyknęłam.
-Bo co?-spytał mnie lis.
-Bo to jest mój brat-powiedziałam.
-Kolejną nabierasz na te same sztuczki?!-krzyknął i uderzył mężczyznę w twarz.
-Słucham...-szepnęłam.
-Poprzednią też tak nabierał-powiedział lis.
-Nie wierzę ci!-krzyknęłam i uderzyłam Foxy'iego w twarz z całej siły.
Lis upadł na ziemie, a ja z Vincentem uciekliśmy. Pobiegliśmy do biura, ale tam czekał na nas Springtrap.
-Witam-przywitał się.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Przyszedłem cię ostrzec przed...-nie skończył, bo upadł na podłogę i zniknął.
Biegł Vincent.
-Czy jesteś moim bratem?- spytałam...
Ha! Napisałam! Postaram się dokończyć następny rozdział i wrzucić jeszcze dziś :D
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Dobre relacje (rozdział 12)
Pobiegłam do biura. Vincent jest moim bratem... nagle poczułam, że mój brzuch domaga się jedzenia i właśnie wtedy wszedł fioletowłosy z dwiema pizzami.
-Mam coś dla ciebie-powiedział uśmiechnięty... tak, to był normalny, ludzki uśmiech.
-Dziękuję, ale skąd wiedziałeś, że jestem głodna?-spytałam.
-Jesteśmy rodzeństwem...-powiedział i podał mi talerz z pizzą.
Jedliśmy bez słowa... w sumie byłam taka głodna, że skupiłam się wyłącznie na jedzeniu. Po skończonym posiłku jedno pytanie nie dawało mi spokoju.
-Dlaczego mnie zamknąłeś?-spytałam.
-Sam nie wiem... z zazdrości?-odpowiedział.
-Jakiej zazdrości?-spytałam.
-Ty miałaś normalny dom... a mnie po urodzeniu oddali do domu dziecka-odpowiedział zasmucony.
-Dobra koniec... może zagramy w szachy?-spytałam, żeby rozluźnić napięcie...
-Jasne!-powiedział uradowany mężczyzna.
Graliśmy i graliśmy... poczułam potrzebę snu.
-Vincent ja się położe- powiedziałam.
-Ok to ja pójdę po czystą pościel-powiedział i wyszedł.
Nie było go 15min... 30min... 1godz... dobra... nie pokoję się...
Macie jeszcze jeden... może uda mi się napisać dzisiaj coś jeszcze c:
-Mam coś dla ciebie-powiedział uśmiechnięty... tak, to był normalny, ludzki uśmiech.
-Dziękuję, ale skąd wiedziałeś, że jestem głodna?-spytałam.
-Jesteśmy rodzeństwem...-powiedział i podał mi talerz z pizzą.
Jedliśmy bez słowa... w sumie byłam taka głodna, że skupiłam się wyłącznie na jedzeniu. Po skończonym posiłku jedno pytanie nie dawało mi spokoju.
-Dlaczego mnie zamknąłeś?-spytałam.
-Sam nie wiem... z zazdrości?-odpowiedział.
-Jakiej zazdrości?-spytałam.
-Ty miałaś normalny dom... a mnie po urodzeniu oddali do domu dziecka-odpowiedział zasmucony.
-Dobra koniec... może zagramy w szachy?-spytałam, żeby rozluźnić napięcie...
-Jasne!-powiedział uradowany mężczyzna.
Graliśmy i graliśmy... poczułam potrzebę snu.
-Vincent ja się położe- powiedziałam.
-Ok to ja pójdę po czystą pościel-powiedział i wyszedł.
Nie było go 15min... 30min... 1godz... dobra... nie pokoję się...
Macie jeszcze jeden... może uda mi się napisać dzisiaj coś jeszcze c:
To niemożliwe... (rozdział 11)
-A wiec jednak...-powiedział i odwrócił się mężczyzna.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam i podbiegłam pod ścianę.
-Zabaw się z braciszkiem-powiedział i zaczął się do mnie zbliżać.
Co?!... on jest moim bratem...?
-Co ty powiedziałeś?-spytałam.
-A.... rodzice ci nie powiedzieli, że oddali jedno swoje dziecko do adopcji? Dobrze, że mieli ten wypadek...-powiedział i się uśmiechnął... ale po chwili posmutniał.
-Żyj swoim życiem Eli..-powiedział i wyszedł.
"On jest moim bratem? Kłamie? Mówi prawdę?" Tylko takie myśli mi się nasuwały... nagle z oczu wylał mi się strumień łez i uciekłam ze sceny...
Dzisiaj nie ma obrazka, bo piszę na telefonie... tak wiem jestem głupim śmieciem i nie piszę rozdziałów ._. Jutro napiszę, nawet w szkole :3
-Zostaw mnie!-krzyknęłam i podbiegłam pod ścianę.
-Zabaw się z braciszkiem-powiedział i zaczął się do mnie zbliżać.
Co?!... on jest moim bratem...?
-Co ty powiedziałeś?-spytałam.
-A.... rodzice ci nie powiedzieli, że oddali jedno swoje dziecko do adopcji? Dobrze, że mieli ten wypadek...-powiedział i się uśmiechnął... ale po chwili posmutniał.
-Żyj swoim życiem Eli..-powiedział i wyszedł.
"On jest moim bratem? Kłamie? Mówi prawdę?" Tylko takie myśli mi się nasuwały... nagle z oczu wylał mi się strumień łez i uciekłam ze sceny...
Dzisiaj nie ma obrazka, bo piszę na telefonie... tak wiem jestem głupim śmieciem i nie piszę rozdziałów ._. Jutro napiszę, nawet w szkole :3
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Wizyta (rozdział 10)
To było straszne... Animatrony od razu mnie schowały pod jakimiś starymi szmatami.
-Przepraszam bardzo, ale czy widzie...- Vincent wszedł na scenę, ale Foxy od razu się na niego rzucił.
-Jak ty śmiesz?!- spytał wściekły lis trzymając za koszulkę fioletowłosego.
Mężczyzna nic nie odpowiedział i zaczął się śmiać. Foxy nie wytrzymał i rzucił nim o ścianę. Jednak Vincent zero reakcji... Po prostu wstał i się otrzepał. Miał rozcięte czoło, ale chyba tego nie czuł.
-Foxy przestań... Vincent ty też- wtrąciła się Chica.
-Nie wtrącaj się!- krzyknął lis.
-Bo co? Bo jestem dziewczyną? Przestańcie się kłócić! Myślicie, że tym coś zdziałacie? Chociaż raz mnie posłuchajcie i się uspokójcie- powiedziała.
Wtedy Foxy stanął obok Freddy'iego.
- Czego tu szukasz Vincencie?- spytał poważnie Bonnie.
-Widzieliście gdzieś Elizabetch?- spytał spokojnie mężczyzna.
-Nie widzieliśmy...- powiedział Freddy.
-To ja nie przeszkadzam... Do widzenia! -pożegnał się Vincent.
Jednak gdy już wychodził bardzo chciało mi się kichnąć... Gdy fioletowłosy już wychodził...
-APSIK!
Wiem, że dzisiaj troszkę (BARDZO) krótszy niż zwykle. :c Jednak jutro będzie następny :D
-Przepraszam bardzo, ale czy widzie...- Vincent wszedł na scenę, ale Foxy od razu się na niego rzucił.
-Jak ty śmiesz?!- spytał wściekły lis trzymając za koszulkę fioletowłosego.
Mężczyzna nic nie odpowiedział i zaczął się śmiać. Foxy nie wytrzymał i rzucił nim o ścianę. Jednak Vincent zero reakcji... Po prostu wstał i się otrzepał. Miał rozcięte czoło, ale chyba tego nie czuł.
-Foxy przestań... Vincent ty też- wtrąciła się Chica.
-Nie wtrącaj się!- krzyknął lis.
-Bo co? Bo jestem dziewczyną? Przestańcie się kłócić! Myślicie, że tym coś zdziałacie? Chociaż raz mnie posłuchajcie i się uspokójcie- powiedziała.
Wtedy Foxy stanął obok Freddy'iego.
- Czego tu szukasz Vincencie?- spytał poważnie Bonnie.
-Widzieliście gdzieś Elizabetch?- spytał spokojnie mężczyzna.
-Nie widzieliśmy...- powiedział Freddy.
-To ja nie przeszkadzam... Do widzenia! -pożegnał się Vincent.
Jednak gdy już wychodził bardzo chciało mi się kichnąć... Gdy fioletowłosy już wychodził...
-APSIK!
Wiem, że dzisiaj troszkę (BARDZO) krótszy niż zwykle. :c Jednak jutro będzie następny :D
piątek, 5 czerwca 2015
Psychopata (rozdział 9)
Siedziałam tam już chyba jakieś 2 godziny. Byłam głodna i bardzo zmęczona. Stwierdziłam, żeby się nie zamartwiać po prostu pójdę spać. Zasnęłam w kącie. Obudził mnie wielki huk otwierających się drzwi. Wszedł Vincent.
-Jak się spało?- spytał ze spojrzeniem szaleńca.
-Złe! Wypuść mnie!-krzyczałam.
-Nie krzycz-powiedział.
-Będę krzyczeć!- krzyczałam coraz głośniej.
-Tak pogrywasz mała...-powiedział i wyciągnął z kieszeni sznur.
-Będziesz krzyczeć?- spytał trzymając sznur w rękach.
-Nie będę-powiedziałam.
-No dobrze... Za trzy godziny przyniosę jakieś jedzenie- szepnął i wyszedł.
Nie miałam już siły. Myślałam nad tym, żeby zacząć krzyczeć i może jakiś animatron mnie usłyszy... ale jeśli nie, to Vincent mnie zwiąże. Nagle usłyszałam, że ktoś otwiera delikatnie drzwi. Zobaczyłam Foxy'iego.
-Dziękuję..-szepnęłam.
Lis wziął mnie na ręce i wybiegł z pokoju... zaniósł mnie na scenę.
-Eli... jak dobrze, że się znalazłaś- powiedziała Chica.
Foxy położył mnie na fotelu i kucnął przy mnie.
-Jesteś tu bezpieczna- powiedział.
Nagle usłyszałam śpiewanie na korytarzu. Zrozumiałam tylko tyle "Gdzie jesteś mój Kopciuszku,
będziesz moją księżniczką.
Jeśli cię nie zabiję
to będziemy szczęśliwi.
Wróć do mnie kochanie,
wracaj o ma pani..."
Wiem, wiem... zaniedbałam te opowiadania ;c. Wybaczcie mi. Jednak od dziś bardzo się postaram wrzucać rozdziały regularnie. c: Tak wiem, rozdział troszkę psychiczny, ale jeden musi taki być. :3 I dziękuję tym osobą, które dalej to czytają <3
-Jak się spało?- spytał ze spojrzeniem szaleńca.
-Złe! Wypuść mnie!-krzyczałam.
-Nie krzycz-powiedział.
-Będę krzyczeć!- krzyczałam coraz głośniej.
-Tak pogrywasz mała...-powiedział i wyciągnął z kieszeni sznur.
-Będziesz krzyczeć?- spytał trzymając sznur w rękach.
-Nie będę-powiedziałam.
-No dobrze... Za trzy godziny przyniosę jakieś jedzenie- szepnął i wyszedł.
Nie miałam już siły. Myślałam nad tym, żeby zacząć krzyczeć i może jakiś animatron mnie usłyszy... ale jeśli nie, to Vincent mnie zwiąże. Nagle usłyszałam, że ktoś otwiera delikatnie drzwi. Zobaczyłam Foxy'iego.
-Dziękuję..-szepnęłam.
Lis wziął mnie na ręce i wybiegł z pokoju... zaniósł mnie na scenę.
-Eli... jak dobrze, że się znalazłaś- powiedziała Chica.
Foxy położył mnie na fotelu i kucnął przy mnie.
-Jesteś tu bezpieczna- powiedział.
Nagle usłyszałam śpiewanie na korytarzu. Zrozumiałam tylko tyle "Gdzie jesteś mój Kopciuszku,
będziesz moją księżniczką.
Jeśli cię nie zabiję
to będziemy szczęśliwi.
Wróć do mnie kochanie,
wracaj o ma pani..."
Wiem, wiem... zaniedbałam te opowiadania ;c. Wybaczcie mi. Jednak od dziś bardzo się postaram wrzucać rozdziały regularnie. c: Tak wiem, rozdział troszkę psychiczny, ale jeden musi taki być. :3 I dziękuję tym osobą, które dalej to czytają <3
wtorek, 2 czerwca 2015
Co mam teraz zrobić? (rozdział 8)
- Co ty robisz?!- krzyknęłam.
Lis nic nie odpowiedział tylko po prostu wyszedł. Co się tu dzieje? Pobiegłam za nim... Złapałam go za rękę.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam i spojrzałam mu w jego czarne oczy.
-Bo to potwór-powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Jak to... nie rozumiem-powiedziałam
-Jesteśmy duszami dzieci.Chyba ktoś musiał nas zabić tak? To Mike. Musimy cię chronić, żeby nie zrobił, także tobie tego co nam-szepnął i poszedł.
"Po teraz mam zrobić? Czy Mike naprawdę chce mnie zabić? Może powinnam uciec?" tylko takie myśli przewijały mi się w głowie. Poszłam do Vincenta.
-Emm.. Vincent muszę ci coś powiedzieć..- zaczęłam.
-Słucham cię- powiedział.
-Już wszystko wiem... Muszę stąd uciec... Żegnaj- powiedziałam.
-Nie możesz...- szepnął.
-A i pożegnaj ode mnie dusze- dodałam i wyszłam z pomieszczenia.
Szłam przez korytarz. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Ktoś złapał mnie za ramię.
-Nie uciekniesz. Musisz tu zostać. Nie poradzę sobie bez ciebie- powiedział ze strasznym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie- krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać.
Vincent zaprowadził mnie do jakiegoś dziwnego pokoju i zamknął na klucz. Co mam teraz zrobić?
Postaram się dzisiaj coś jeszcze napisać, ale czuję się źle... :/ Przydałoby się troszkę motywacji w komentarzach xd :D
Lis nic nie odpowiedział tylko po prostu wyszedł. Co się tu dzieje? Pobiegłam za nim... Złapałam go za rękę.
-Czemu to zrobiłeś?-spytałam i spojrzałam mu w jego czarne oczy.
-Bo to potwór-powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Jak to... nie rozumiem-powiedziałam
-Jesteśmy duszami dzieci.Chyba ktoś musiał nas zabić tak? To Mike. Musimy cię chronić, żeby nie zrobił, także tobie tego co nam-szepnął i poszedł.
"Po teraz mam zrobić? Czy Mike naprawdę chce mnie zabić? Może powinnam uciec?" tylko takie myśli przewijały mi się w głowie. Poszłam do Vincenta.
-Emm.. Vincent muszę ci coś powiedzieć..- zaczęłam.
-Słucham cię- powiedział.
-Już wszystko wiem... Muszę stąd uciec... Żegnaj- powiedziałam.
-Nie możesz...- szepnął.
-A i pożegnaj ode mnie dusze- dodałam i wyszłam z pomieszczenia.
Szłam przez korytarz. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Ktoś złapał mnie za ramię.
-Nie uciekniesz. Musisz tu zostać. Nie poradzę sobie bez ciebie- powiedział ze strasznym uśmiechem na twarzy.
-Puść mnie- krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać.
Vincent zaprowadził mnie do jakiegoś dziwnego pokoju i zamknął na klucz. Co mam teraz zrobić?
Postaram się dzisiaj coś jeszcze napisać, ale czuję się źle... :/ Przydałoby się troszkę motywacji w komentarzach xd :D
niedziela, 24 maja 2015
Wróg czy przyjaciel? (rozdział 7)
Znowu to poczułam... jakby coś czy raczej ktoś był we mnie.
-Cześć lisiasty!- powiedziałam chociaż tego nie chciałam...
-"Lisiasty"... Mike?! - spytał Foxy.
-A więc mnie pamiętasz- powiedziałam teraz nie moim głosem... tylko jakimś męskim..
-Nie mógłbym zapomnieć tego co mi zrobiłeś... co nam zrobiłeś...- powiedział lis i się ode mnie odsunął.
Coś kierowało moim ciałem... wstało i zaczęło iść w stronę kuchni. W stronę żółtego królika. Weszłam do kuchni.
-Ah... Springtrap...-powiedział ten ktoś i dotknął moją ręką kostiumu.
Wtedy weszły wszystkie roboty (czyli Foxy, Freddy, Chica i Bonnie) i Vincent. Popatrzyłam się na nich i to coś mnie opuściło. Odepchnęło mnie do tyłu z ogromnym bólem głowy. Nagle kostium się poruszył i wstał.
-Wreszcie... Dzięki Eli... i pozdrawiam rodziców- powiedział Mike.
Po prostu się na niego rzuciłam. Jak on śmie mówić cokolwiek o moich rodzicach. Odepchnął mnie z całej siły, a ja uderzyłam się w głowę, która zaczęła krwawić. Podbiegł do mnie.
-Matko... przepraszam... poniosło mnie. Nie powinienem.. Wybacz mi, błagam- mówił błagalnie żółty królik.
-Nic się nie stało... ale czy mogę się w końcu dowiedzieć gdzie jest wyjście?-spytałam.
-Chodź ze mną. Zaprowadzę cię. Z takimi jak oni nie warto się zadawać. Skoro cię tu nie chcą to chodźmy- powiedział tak, żeby wszyscy słyszeli.
Wziął mnie na ręce i zaniósł na zaplecze.
-Wiem, że mieliśmy iść do wyjścia, ale nie wypuszczę cię z taką raną- powiedział i zaczął mi owijać głowę bandażem.
Nagle do pokoju wbiegł Foxy i uderzył jakimś prętem w głowę Springtrap'a tak, że stracił przytomność...
To już ostatni rozdział na dziś :D Może napiszę dziś jeszcze jeden... :3
-Cześć lisiasty!- powiedziałam chociaż tego nie chciałam...
-"Lisiasty"... Mike?! - spytał Foxy.
-A więc mnie pamiętasz- powiedziałam teraz nie moim głosem... tylko jakimś męskim..
-Nie mógłbym zapomnieć tego co mi zrobiłeś... co nam zrobiłeś...- powiedział lis i się ode mnie odsunął.
Coś kierowało moim ciałem... wstało i zaczęło iść w stronę kuchni. W stronę żółtego królika. Weszłam do kuchni.
-Ah... Springtrap...-powiedział ten ktoś i dotknął moją ręką kostiumu.
Wtedy weszły wszystkie roboty (czyli Foxy, Freddy, Chica i Bonnie) i Vincent. Popatrzyłam się na nich i to coś mnie opuściło. Odepchnęło mnie do tyłu z ogromnym bólem głowy. Nagle kostium się poruszył i wstał.
-Wreszcie... Dzięki Eli... i pozdrawiam rodziców- powiedział Mike.
Po prostu się na niego rzuciłam. Jak on śmie mówić cokolwiek o moich rodzicach. Odepchnął mnie z całej siły, a ja uderzyłam się w głowę, która zaczęła krwawić. Podbiegł do mnie.
-Matko... przepraszam... poniosło mnie. Nie powinienem.. Wybacz mi, błagam- mówił błagalnie żółty królik.
-Nic się nie stało... ale czy mogę się w końcu dowiedzieć gdzie jest wyjście?-spytałam.
-Chodź ze mną. Zaprowadzę cię. Z takimi jak oni nie warto się zadawać. Skoro cię tu nie chcą to chodźmy- powiedział tak, żeby wszyscy słyszeli.
Wziął mnie na ręce i zaniósł na zaplecze.
-Wiem, że mieliśmy iść do wyjścia, ale nie wypuszczę cię z taką raną- powiedział i zaczął mi owijać głowę bandażem.
Nagle do pokoju wbiegł Foxy i uderzył jakimś prętem w głowę Springtrap'a tak, że stracił przytomność...
To już ostatni rozdział na dziś :D Może napiszę dziś jeszcze jeden... :3
Odrzucona (rozdział 6)
-Ale ładny jest ten królik...-pomyślałam.
Nagle poczułam się jakoś dziwnie... spojrzałam w lustro i miałam całe czarne oczy tak jak roboty. Od czasu do czasu słyszałam w mojej głowie "It's me". Chciałam spytać co się ze mną dzieje ale "coś" mi nie pozwalało. Nagle wszystko wróciło do normy.. wolałam się nie pytać o to, bo by uznali, że jakąś wariatką jestem.
-Eli a ty w ogóle to nie jesteś głodna?- spytał Vincent.
-Bardzo...- powiedziałam i dotknęłam brzucha.
-Dobra to ja idę do jakieś restauracji i przyniosę.. będę za 5 minut- powiedział i wyszedł.
-Elizabetch... poczekaj tu na nas- powiedziała Chica i poszła i robotami na scenę.
Chciałam wiedzieć o czym rozmawiają, więc zaczęłam ich podsłuchiwać.
-Nie może tu zostać...
-Już ją opętał...
-Zniszczy to co zrobiliśmy...
Po tym co usłyszałam postanowiłam sama wyjść i tu więcej nie wracać. Tylko był mały problem. Nie wiedziałam gdzie jest wyjście. Poszłam do Głównej Sali. Zupełnie nie wiedziałam gdzie iść, więc poszłam do Pirate Cove.
-Ymm... przepraszam...-powiedziałam odsłaniając delikatnie kurtynę.
-Słucham- szepnął Foxy.
-Czy wiesz może gdzie jest tu wyjście?-spytałam.
-Czemu szukasz wyjścia?-zapytał lis i spojrzał się na mnie.
-Nie chcą mnie tu... jestem tu zbędna...- powiedziałam smutno.
-Wiem co czujesz... usiądź-powiedział Foxy i trochę się przesunął, a usiadłam obok niego na podłodze... w cieniu...
Kolejny <3 Już piszę następny ^^
Nagle poczułam się jakoś dziwnie... spojrzałam w lustro i miałam całe czarne oczy tak jak roboty. Od czasu do czasu słyszałam w mojej głowie "It's me". Chciałam spytać co się ze mną dzieje ale "coś" mi nie pozwalało. Nagle wszystko wróciło do normy.. wolałam się nie pytać o to, bo by uznali, że jakąś wariatką jestem.
-Eli a ty w ogóle to nie jesteś głodna?- spytał Vincent.
-Bardzo...- powiedziałam i dotknęłam brzucha.
-Dobra to ja idę do jakieś restauracji i przyniosę.. będę za 5 minut- powiedział i wyszedł.
-Elizabetch... poczekaj tu na nas- powiedziała Chica i poszła i robotami na scenę.
Chciałam wiedzieć o czym rozmawiają, więc zaczęłam ich podsłuchiwać.
-Nie może tu zostać...
-Już ją opętał...
-Zniszczy to co zrobiliśmy...
Po tym co usłyszałam postanowiłam sama wyjść i tu więcej nie wracać. Tylko był mały problem. Nie wiedziałam gdzie jest wyjście. Poszłam do Głównej Sali. Zupełnie nie wiedziałam gdzie iść, więc poszłam do Pirate Cove.
-Ymm... przepraszam...-powiedziałam odsłaniając delikatnie kurtynę.
-Słucham- szepnął Foxy.
-Czy wiesz może gdzie jest tu wyjście?-spytałam.
-Czemu szukasz wyjścia?-zapytał lis i spojrzał się na mnie.
-Nie chcą mnie tu... jestem tu zbędna...- powiedziałam smutno.
-Wiem co czujesz... usiądź-powiedział Foxy i trochę się przesunął, a usiadłam obok niego na podłodze... w cieniu...
Kolejny <3 Już piszę następny ^^
Ile ich jeszcze jest? (rozdział 5)
Znowu zobaczyłam dwa świecące punkciki. Od razu pobiegłam zobaczyć kto to. Gdy byłam już blisko zauważyłam na jego głowie czarny cylinder.
-Freddy, proszę!-krzyknęłam mocno zdyszana.
Nagle zabrakło mi powietrza w płucach i zrobiło mi się bardzo słabo.Upadłam na podłogę, jednak byłam przytomna. Nad sobą zobaczyłam Freddy'iego.
-Wszystko będzie dobrze...-powiedział, a ja straciłam przytomność.
Obudziłam się i zobaczyłam Vincenta stojącego nade mną z nożem.
-Hahaha! Jesteś moją ofiarą. Kusiłem cię, byłem dla ciebie miły, a teraz cię zabiję i Marionetka wsadzi cię do kostiumu. Podzielisz swój los z Golden Freddy'm!- krzyknął i wbił mi nóż w klatkę piersiową.
Teraz dopiero się na prawdę obudziłam. Boże.. to było straszne...
-Kim jest Marionetka?-spytałam.
-To jest.. ym... no..-zaczął Bonnie.
-Jest to "osoba', która wsadziła nas do kostiumów. Nasz "mama"-wytłumaczył Freddy.
-A Golden Freddy?- spytałam.
-Jest on prawdziwym synem Marionetki i moim jakby "bratem"- powiedział miś.
-Jak to "jakby bratem"?-zapytałam.
-Bo to ja wsadziłem go do kostiumu i z nim rozmawiałem.. powiedział mi, że on nie chce maski i, że mam go zabić...- powiedział smutny Freddy.
-Ale skąd wiesz o ich istnieniu?-spytał Vincent.
-Śniło mi się jak stałeś nade mną z noże i powiedziałeś, że mnie zabijesz i Marionetka włoży mnie do kostiumu i podzielę los Golden Freddy'iego- powiedział i spojrzałam na ścianę, na której były porozwieszane rysunki.. Jeden rysunek wyglądał jak ten żółty królik...
Kolejny rozdział :D Dość szybko napisałam :] Jest tu kilka wątków z mojej teorii na temat Five Night's at Freddy's :> Piszę następny :3
-Freddy, proszę!-krzyknęłam mocno zdyszana.
Nagle zabrakło mi powietrza w płucach i zrobiło mi się bardzo słabo.Upadłam na podłogę, jednak byłam przytomna. Nad sobą zobaczyłam Freddy'iego.
-Wszystko będzie dobrze...-powiedział, a ja straciłam przytomność.
Obudziłam się i zobaczyłam Vincenta stojącego nade mną z nożem.
-Hahaha! Jesteś moją ofiarą. Kusiłem cię, byłem dla ciebie miły, a teraz cię zabiję i Marionetka wsadzi cię do kostiumu. Podzielisz swój los z Golden Freddy'm!- krzyknął i wbił mi nóż w klatkę piersiową.
Teraz dopiero się na prawdę obudziłam. Boże.. to było straszne...
-Kim jest Marionetka?-spytałam.
-To jest.. ym... no..-zaczął Bonnie.
-Jest to "osoba', która wsadziła nas do kostiumów. Nasz "mama"-wytłumaczył Freddy.
-A Golden Freddy?- spytałam.
-Jest on prawdziwym synem Marionetki i moim jakby "bratem"- powiedział miś.
-Jak to "jakby bratem"?-zapytałam.
-Bo to ja wsadziłem go do kostiumu i z nim rozmawiałem.. powiedział mi, że on nie chce maski i, że mam go zabić...- powiedział smutny Freddy.
-Ale skąd wiesz o ich istnieniu?-spytał Vincent.
-Śniło mi się jak stałeś nade mną z noże i powiedziałeś, że mnie zabijesz i Marionetka włoży mnie do kostiumu i podzielę los Golden Freddy'iego- powiedział i spojrzałam na ścianę, na której były porozwieszane rysunki.. Jeden rysunek wyglądał jak ten żółty królik...
Kolejny rozdział :D Dość szybko napisałam :] Jest tu kilka wątków z mojej teorii na temat Five Night's at Freddy's :> Piszę następny :3
Kolejny robot... (rozdział 4)
Był tam ten królik, który próbował zmiażdżyć Vincenta...
-Zostaw go!- krzyknęłam.
Królik momentalnie puścił fioletowłosego... od razu podbiegłam do Vincenta.
-Nic ci nie jest?-mówiłam zdyszana.
-Eliza... co miałoby być?-spytał mnie z uśmiechem.
-Jak to? Przecież...- przerwałam, bo mężczyzna położył mi palec na ustach.
-Spokojnie... on tylko mnie przytulał- powiedział i spojrzał na płaczącego robota.
Od razu poszłam do królika.
-Ym.. przepraszam. Myślałam, że chciałeś mu coś zrobić. Wybaczysz mi?-spytałam z żalem.
-Nic się nie stało- powiedział i się uśmiechnął.
-Ale...
-Na prawdę nic się nie stało- powiedział królik i mnie przytulił.
Wtedy moje sumienie dało mi spokój, ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju.
-A gdzie jest ten miś?- spytałam.
-Jaki miś?- spytał Vincent.
-No ten taki... czarny cylinder i czarna mucha...-tłumaczyłam.
-Aaa.. Freddy. Właśnie gdzie on jest?- powiedział królik.
-Nie wiem- powiedziała Chica.
-Dobra.. chodźmy go poszukać...-powiedział Vincent.
-A tak w ogóle jestem Bonnie, Elizabetch nie martw się- szepnął Bonnie wychodząc.
Każdy poszedł w inną stronę, a ja zostałam sama na scenie. Nagle usłyszałam czyjeś kroki...
Przepraszam, że nie było wczoraj rozdziałów, ale mi się internet zepsuł :C Dzisiaj odkupię winy i wstawię cztery albo pięć rozdziałów :3 A w dodatku przybyło was trochę :D DZIĘKUJĘ <3
piątek, 22 maja 2015
Nowa "koleżanka" (rozdział 3)
-Halo? Halo?! Ymm.. Witam w Freddy Fazbear Pizza! Mam dla Ciebie kilka wskazówek. Masz ograniczoną ilość energii, więc nie patrz dłuższy czas na kamery, nie zapalaj na długo świateł i zamykaj drzwi tylko jeśli jesteś w niebezpieczeństwie. To chyba na tyle... A nie. Jeszcze jedna rzecz... W Pirate Cove jest lis. Nazywa się Foxy. Uważaj na niego. Jeśli zobaczysz, że go nie ma od razu zamknij lewe drzwi. Ok to tyle na razie..- powiedział głos z nagrania.
Ok czyli wiem, że ten lis w Pirate Cove nazywa się Foxy. Jest 3AM. Szybko to minęło. Ale gdzie jest Vincent? Pójdę go poszukać. Wyszłam z biura i udałam się w stronę kuchni. Weszłam do Głównej Sali. Było ciemno, a jedyne oświetlenie padało z okna. Wyjrzałam za okno.. widziałam parking, ale na nim nie było żadnego samochodu. Odwróciłam się a za mną stał ten kurczak. Aż się odsunęłam tak, że prawie wybiłam okno. Kurczak zaczął się do mnie zbliżać...
-Zostaw mnie proszę... ja tylko szukam Vincenta- powiedziałam zakrywając twarz rękami.
-Sz-szukasz V-V-Vincenta?- spytał się mnie kurczak.
-Ymm.. no tak..-powiedziałam.
-W-Wiem gdzie m-może b-być- powiedział kurczak i poszedł.
Poszłam za nim.
-O.. prze-przepraszam nie p-przedstawiłam się. Jestem Chica, m-miło mi- powiedziała i podała mi rękę.
-Elizabetch...-powiedziałam i uściskałam rękę robota.
-Jesteś robotem?- spytałam.
-Można t-tak powiedzieć... Jestem d-duszą uwięzioną w tym ko-kostiumie...- powiedziała trochę smutno.
Szłyśmy obok Pirate Cove.
-Tu jest Foxy?- spytałam dla pewności.
-Tak... ale on z ni-nikim nie r-rozmawia... - powiedziała i szliśmy dalej.
Dotarłyśmy na scenę... To co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach..
#wow trzy rozdziały na jeden dzień <3 Dzięki, że chociaż jedna osoba chce to czytać, ale i tak DZIĘKUJĘ ^^ :D
Tajemniczy fioletowłosy... (rozdział 2)
Kto... a raczej co się na mnie patrzy... Czuję jak moje serce bije.
-Kim jesteś?-spytałam.. nikt nie odpowiedział a dwa świecące punkciki zniknęły... Była godzina 21:00. Stwierdziłam, że nie ma sensu iść już do domu. Ale jestem głodna. W końcu to pizzeria i musi być tu coś do jedzenia. Poszłam w stronę kuchni. Po drodze minęłam Pirate Cove, Główną Sale i scenę... były tam trzy roboty. Królik, Miś i Kurczak. Spojrzałam się na nich... były normalne. Nagle odwróciłam wzrok i spojrzałam na nie jeszcze raz... patrzyły się na mnie. Przetarłam oczy a one stały już normalnie. "To jakaś paranoja" pomyślałam i poszłam dalej. Stanęłam przed drzwiami od kuchni. Weszłam tam, ale nie było tam żadnej pizzy tylko żółty kostium królika. Podeszłam i popatrzałam na niego. Nagle usłyszałam jakieś szepty. Rozejrzałam się gwałtownie po pokoju i w rogu siedział fioletowłosy mężczyzna.
-Kim jesteś? Co tu robisz?-spytałam dość groźnie.
-Błagam nie rób mi krzywdy... Ja nie chciałem ... To nie moja wina.. To on mnie zmusił...- szeptał i kołysał się.
-Spokojnie... nic Ci nie zrobię. Co się dzieje? Chodźmy do mojego biura, bo tu jest bardzo zimno- powiedziałam i poszliśmy.
-Jak dawno tu nie byłem-powiedział i dotknął nosa misia na plakacie, a nosek wydał śmieszny dźwięk. Mężczyzna się uśmiechnął.
-Jestem Vincent a ty?-przedstawił się.
- Elizabetch, miło mi -powiedziałam.
-Skąd się tu wziąłeś?-spytałam
-Ahh.. to długa historia... Poczekaj tu na mnie. Muszę coś sprawdzić - powiedział i wyszedł.
Była 12AM czyli początek mojej zmiany. Nagle zadzwonił telefon..
- Halo? Halo?!...
Na dzisiaj tyle... chyba, że ktoś (czyli jedna osoba ._.) będzie chciał dzisiaj jeszcze jeden rozdział :D ^^
Nowa Praca (rozdział 1)
Jak zwykle wstaję z łóżka ledwo żywa... na przeciwko mojego łóżka stoi wielkie lustro. Codziennie widzę tam 19 letnią dziewczynę, dość szczupłą z długimi czerwonymi włosami. Mieszkam sama. Nikt nie zrobi mi śniadania.. a szkoda. Moi rodzice nie żyją. Zmarli jak miałam 5 lat. Mieli wypadek samochodowy. A tak w ogóle się nie przedstawiłam. Jestem Elizabetch Dreams. Po zjedzeniu posiłku i ubraniu się wyszłam na dwór w poszukiwaniu pracy. Sprawdziłam już chyba wszystkie ogłoszenia. A jednak nie... Gdy przechodziłam obok Freddy Fazbear Pizza zauważyłam ogłoszenie "SZUKAMY STRÓŻA NOCNEGO". W sumie jest dobrze płatna praca.. nie trzeba jakichś specjalnych uprawnień. Zadzwoniłam na numer podany w ogłoszeniu.
-Ymm.. Halo?-powiedziałam do słuchawki.
-Dzień dobry- odpowiedział jakiś mężczyzna.
-Ja w sprawie ogłoszenia o pracę- powiedziałam niepewnie.
-O to wspaniale! Kiedy może pani przyjść do pizzerii- spytał.
-Ymmm.. właściwie właśnie stoję pod wejściem-powiedziałam a ktoś po drugiej stronie słuchawki się rozłączył. Nagle w drzwiach stanął mężczyzna. Był wysoki i miał krótkie brązowe włosy.
-Witam- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Chodźmy do biura- powiedział i poszliśmy... to miejsce było... straszne...
-A tak właściwie jestem Scott- przedstawił się brunet.
-Elizabetch, miło mi-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Jestem właścicielem tej lokacji... mam jeszcze jedną pizzerię i dom strachów- powiedział i usiadł na fotelu.
- A więc tak... może najpierw usiądź... ok to do rzeczy musisz...-przerwał, zadzwonił jego telefon..
-Dobra zaraz będę- powiedział i wstał.
-Przepraszam Elizabetch, ale muszę iść... zaczynasz o 12AM ... słuchaj głosu z nagrań!- powiedział i wybiegł... Co mam teraz zrobić?... Zauważyłam w drzwiach parę świecących oczu...
Mam dalej pisać? :D Na razie 1 rozdział ! ;3 zobaczymy co dalej :]
Subskrybuj:
Posty (Atom)














